Latarnia Morska Gdańsk 
i Kula Czasu 1894

Gdański Latarnik z Kanady

Choć Stefan Jacek Michalak od 40 lat mieszka w Kanadzie, trochę w Montrealu, a trochę w mieście Rivere-du-Loup gdzie rzeka Świętego Wawrzyńca wpada do Oceanu Atlantyckiego, nie przeszkadza mu to być…polskim latarnikiem. Jest właścicielem i opiekunem latarni morskiej Gdańsk Nowy Port. Jego latarnia, usytuowana obok bazy promowej do Sztokholmu, ma aż 27 metrów wysokości. Po raz pierwszy zapaloną ją w 1894 roku i funkcjonowała nieprzerwanie aż przez 90 lat. Ponoć zaś pierwowzór dla gdańskiego obiektu miała posłużyć słynna, do dziś uchodząca za najpiękniejszą latarnię morską Ameryki latarnia w Cleveland w stanie Ohio (USA). Co ciekawe, ta amerykańska już nie istnieje, a gdańska działa z powodzeniem. Układ optyczny latarni stanowiła 1000-watowa żarówka, umieszczona za dużą soczewką Fresnela. Światło latarni widoczne było z odległości 24 kilometrów, a soczewka optyczna przed ponad stu laty została wykonana przez znaną firmę Barbier & Fenestre z Paryża. Gdańska latarnia zasłynęła także z innego ważnego udogodnienia dla podróżnych – kuli czasu. Dziś kul czasu jest już na całym świecie tylko kilka, ale w XIX i na początku XX wieku stanowiły one jedno z podstawowych urządzeń wszystkich wielkich portów świata.

Kiedy w 1984 roku oddano do użytku w Gdańsku w Porcie Północnym drugą, nową latarnie morską, wydawało się, że już nic nie przywróci świetności zabytkowemu obiektowi w Nowym Porcie. Został zamknięty

Wszystko jednak dobre, co się dobrze kończy. W 1990 roku Stefan Jacek Michalak, inżynier, fizyk, marynarz, podróżnik i pisarz wystąpił  z projektem wyremontowania latarni i urządzenia we wnętrzu obiektu muzeum światowego latarnictwa. W 2004 roku, dokładnie 110 lat od powstania, latarnia znów została udostępniona dla zwiedzających.

 

Choć Stefan Jacek Michalak od 40 lat mieszka w Kanadzie, trochę w Montrealu, a trochę w mieście Rivere-du-Loup gdzie rzeka Świętego Wawrzyńca wpada do Oceanu Atlantyckiego, nie przeszkadza mu to być…polskim latarnikiem. Jest właścicielem i opiekunem latarni morskiej Gdańsk Nowy Port. Jego latarnia, usytuowana obok bazy promowej do Sztokholmu, ma aż 27 metrów wysokości. Po raz pierwszy zapaloną ją w 1894 roku i funkcjonowała nieprzerwanie aż przez 90 lat. Ponoć zaś pierwowzór dla gdańskiego obiektu miała posłużyć słynna, do dziś uchodząca za najpiękniejszą latarnię morską Ameryki latarnia w Cleveland w stanie Ohio (USA). Co ciekawe, ta amerykańska już nie istnieje, a gdańska działa z powodzeniem. Układ optyczny latarni stanowiła 1000-watowa żarówka, umieszczona za dużą soczewką Fresnela. Światło latarni widoczne było z odległości 24 kilometrów, a soczewka optyczna przed ponad stu laty została wykonana przez znaną firmę Barbier & Fenestre z Paryża. Gdańska latarnia zasłynęła także z innego ważnego udogodnienia dla podróżnych – kuli czasu. Dziś kul czasu jest już na całym świecie tylko kilka, ale w XIX i na początku XX wieku stanowiły one jedno z podstawowych urządzeń wszystkich wielkich portów świata.

Kiedy w 1984 roku oddano do użytku w Gdańsku w Porcie Północnym drugą, nową latarnie morską, wydawało się, że już nic nie przywróci świetności zabytkowemu obiektowi w Nowym Porcie. Został zamknięty

Wszystko jednak dobre, co się dobrze kończy. W 1990 roku Stefan Jacek Michalak, inżynier, fizyk, marynarz, podróżnik i pisarz wystąpił  z projektem wyremontowania latarni i urządzenia we wnętrzu obiektu muzeum światowego latarnictwa. W 2004 roku, dokładnie 110 lat od powstania, latarnia znów została udostępniona dla zwiedzających.

 

dalej

- Nad Oceanem Atlantyckim również jest wiele pięknych latarń morskich, ale ja zapragnąłem mieć swoją, i to w mieście mojego dzieciństwa – w "moim" Gdańsku. Wynikało to również z tradycji rodzinnych, ponieważ mój dziadek Szczepan był stoczniowcem, mistrzem stolarstwa artystycznego i kierownikiem stolarni największej stoczni w Kilonii, Howaldtswerke (Polska była wtedy pod zaborami), mój ojciec Stefan był lekarzem okrętowym na wielu znanych polskich statkach lat trzydziestych, m. in. "Darze Pomorza" (rejs wokół przylądka Horn), "Piłsudskim" i  "Batorym" oraz naczelnym lekarzem Portu Gdynia, po wojnie Gdańsk, a moja matka była pielęgniarką na "Piłsudskim" – snuje opowieść latarnik. – Okupację przeżyli w stolicy, ale gdy po wojnie przybyli do zniszczonego Gdańska, ojciec postawił sobie nowy cel – na czele grupy polskich lekarzy przybywających na Wybrzeże założyć Akademie Medyczną w tym portowym mieście. Morze, fascynacja nieodwzajemniona, stała się dla ojca przyczyną tragedii. Dwa lata po wojnie, spiesząc na ratunek tonącym, sam stał się ofiarą morskiej fali. Dziś jego pomnik zdobi plac również jego imienia przed Akademią Medyczną w Gdańsku. Ale mnie jego śmierć nie zniechęciła do morskich fascynacji, wręcz przeciwnie. Wszystkie swoje wolne chwile poświęcam mojemu Gdańskowi i mojej latarni.

Zawód latarnik najczęściej był piastowany dziedzicznie. – Tak w Polsce, jak i w Kanadzie najczęściej przechodził z ojca na syna. Specjalnych szkół nie było, ale zawodu uczono się "z pierwszej", najczęściej ojcowskiej ręki. Dziś jednak, kiedy na całym świecie następuje gwałtowana automatyzacja latarń morskich, zawód latarnik przechodzi do historii. W Polsce na szczęście jeszcze wiele latarń jest czynnych i stanowią one nie małą atrakcję turystyczną. Nad polskim Bałtykiem można się doliczyć około 20 takich obiektów, by wymienić choćby te w Gąskach, Niechorzu, Świnoujściu, Rozewiu, Jastarni, na Helu czy właśnie w Gdańsku. Latarnia Gdańsk Nowy Port jest już raczej latarnią-muzeum, choć dalej emituje ona swój charakterystyczny sygnał. A warto wiedzieć, że każda latarnia ma inny sygnał świetlny, dzięki któremu zbłąkani wędrowcy nie tracą orientacji na morzu. W przypadku Gdańskiego Nowego Portu latarnia wysyła 1-sekundowe światło, a później następuje 4 sekundowa przerwa. Sygnał emitowany jest w kierunku cypla Półwyspu Hel, tak aby naprowadzać nadpływające statki na wejście do portu gdańskiego.

 

3

Niekiedy zawodu latarnika podejmowały się również panie.
- Kiedyś tu i ówdzie pracowały kobiety latarniczki, ale była to rzadkość bo praca była wyjątkowo wyczerpująca fizycznie. W historii latarni morskiej Gdańsk Nowy Port tylko jeden raz kobieta pełniła tę funkcję, ale było to jeszcze w XIX wieku – mówi Stefan Jacek Michalak.

Jednak "jego" gdańska latarnia szczególnie zapisała się w historii Polski i historii świata. 1 września 1939 roku z okien latarni morskiej Gdańsk Nowy Port o 4.45 rano padły pierwsze strzały II wojny światowej. Według niedawno odnalezionego dokumentu źródłowego, jakim jest dziennik okrętowy pancernika "Schleswig-Holstein", ten dotyczył do wymiany ognia dopiero o 4.48, rozpoczynając ostrzał polskiego Westerplatte. Wtedy załoga Westerplatte otworzyła ogień swoim jedynym działem w kierunku latarni morskiej Gdańsk Nowy Port, niszcząc niemiecki karabin maszynowy w latarni i część jej fasady.

Nic więc dziwnego, że to szczególne miejsce musiało być odpowiednio odnowione i zadbane. W rezultacie rozległych prac wykonanych przez Stefana Jacka Michalaka w 2010 roku latarnia otrzymała nagrodę "Zabytek Zadbany", przyznaną przez Generalnego Konserwatora Zabytków, a jej właściciel i opiekun otrzymał  Złoty Krzyż Zasługi z rąk śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Szczególnie w lecie latarnia stanowi wielką atrakcję turystyczną Gdańska, podkreślającą jeszcze bardziej niż inne morski charakter tego 1000-letniego grodu. Na szczyt wchodzi się setką krętych schodów, oglądając po drodze piękne plansze dokumentujące historię obiektu, a na górze, w tzw. laternie, obejrzeć można autentyczne, pięknie zachowane, funkcjonujące urządzenia optyczne i inne (XIX-wieczny barometr, termometr Fahrenheita itp.). Można ją zwiedzać w sezonie letnim przez siedem dni w tygodniu, w godzinach od 10 do 18. W lecie tego roku do latarni można dojechać nawet  zabytkowym tramwajem. Ale gdańska latarnia zasłynęła też z innego powodu. Na niej mieści się słynna kula czasu, jedyna taka na polskim Wybrzeżu i jedyna ażurowa na świecie. W XIX wieku metalowe kule umieszczano na latarniach we wszystkich wielkich portach na świecie. Dzięki nim kapitan mógł dokładnie ustawić chronometry, czyli zegary okrętowe, pozwalające z kolei na dokładne określenie długości geograficznej statku na otwartym morzu. Kula spadała o określonej godzinie, pozwalając uregulować okrętowe czasomierze z wielką dokładnością. Dziś gdańska kula spada o godzinie 12.00, 14.00, 16.00, 18.00 każdego dnia, z dokładnością do 1 sekundy kumulowanego błędu na 200 000 lat, choć w czasach radia nie spełnia już tak ważnych funkcji jak przed 150 laty.

– W opinii wszystkich zwiedzających, a jest ich około kilka tysięcy każdego roku, nasza gdańska latarnia morska uchodzi dziś za najpiękniejszą, najciekawszą i najładniej urządzoną latarnie morską polskiego Wybrzeża -  mówi z dumą jej właściciel.

Oprócz oglądania widoków zapierających dech w piersiach (wielki podróżnik i przyrodnik Alexander von Humboldt zaliczył widok z tej latarni do trzech najpiękniejszy z wybrzeży Europy), z latarni można zejść z wieloma pięknymi pamiątkami.

Na pamiątkę można tam między innymi nabyć oryginalne stemple czy paszporty miłośników latarń morskich i odznaki "Bliza". To drobiazgi, o których miło będzie opowiadać w długie zimowe wieczory…

źródło: Manager's Life
tekst: Jolanta Tokarczyk